czwartek, 11 września 2014

Rozdział 1

- Pojawia się coraz więcej plotek, że Larry Stylinson istnieje. Z tego nie wyjdziemy już tak łatwo.- oznajmił mój ojciec podczas śniadania. Westchnął przeglądając gazetę.
- I po co mi to mówisz?- spytałam przeglądając kolejne sms-y.- To jest twój zespół i twoja praca.
- Tak i dzięki niej masz piękny dom, ciuchy i te swoje gadżety.- burknął.
Westchnęłam.
- No to co mam ci powiedzieć? Niech oni przestaną spędzać tyle czasu razem i wszystko wróci do normy.
- To nie jest takie łatwe, jak ci się wydaje.
- To co zamierzasz zrobić?- spytałam.
Milczał przez chwilę, po czym klasnął w dłonie. 
- Któryś z nich musi mieć dziewczynę. Udawaną. Będą się pokazywać i w ogóle.
- Świetny pomysł.- uśmiechnęłam się sarkastycznie - Teraz tylko musisz znaleźć tą dziewczynę.
- Już znalazłem.- spojrzałam na tatę ze zdziwieniem.
- Kogo?
- Ciebie.
- Zwariowałeś?! Nie mogę udawać, że jestem dziewczyną, któregoś z chłopaków! Wszyscy wiedzą, że jestem twoją córką.
- Ale tylko parę osób  w pracy. Nikt nie wie, że jesteś córką menadżera One Direction.- oznajmił z uśmiechem.
Tata rzadko mówił  o mnie. Sama nie mogłam powiedzieć kim jest mój tata w szkole. Zawsze musiałam coś zmyślać.
- Nie! Nie zgadzam się na to!- wstałam.- Nie mogę!
- Żabciu, przecież to tylko udawanie. Jesteście w podobnym wieku. Będziesz miała pracę.- oznajmił.
- Ja studiuję!!- przypomniałam mu.
- Co z tego? Zwiedzisz trochę świata, poznasz nowych przyjaciół i będzie dobrze.
- Ale tato....
- Żadnych ale, dzwonię do Simona, wszystko załatwione.- wstał z miejsca i zaczął wybierać numer.
- Nie możesz mi tego robić!!- krzyknęłam.
Odwrócił się w moją stronę.
- Właśnie, że mogę. To ja cię utrzymuję! To ja płacę za twoje studia. To co robisz zależy ode mnie. - mówiąc to uśmiechnął się triumfalnie i zniknął za drzwiami.
Nie mogłam nic powiedzieć. 
 Właśnie tak wygląda moje życie. Od rozwodu rodziców, zamieszkałam z tatą. Gdy powstał znany zespół One Direction, ojciec został ich menadżerem. Nigdy nie miał dla mnie czasu. Był skupiony na karierze swojej i chłopców. Ale przyzwyczaiłam się. Jedyny problem, że ojciec zawsze podejmował decyzję za mnie, patrząc by wszystko było dobre dla niego.
Tym razem też.
- Świetnie, że podpisaliśmy tę umowę.- uśmiechnął się do taty jakiś facet, gdy szliśmy do jednego z pokoi biurowca.
- Ja też się cieszę. Emma na pewno nie zawiedzie.- powiedział nie patrząc na mnie.
Weszliśmy we dwójkę do pokoju gdzie siedzieli Louis i Harry.
Wstali na nasz widok.
- Chłopcy poznajcie moją córkę Emmę.- przedstawił mnie.
- Nie mówiłeś, że masz córkę.- zdziwił się Louis.
Wiedziałam. Nawet oni mnie nie znali.
- Zwłaszcza, że jest taka ładna.- flirtował Harry.
- Uspokój się Harry, nie wystarczam ci.- zaśmiał się Louis.
- Dobra chłopaki. Przestańcie.- oznajmił tata.- Zbyt dużo jest plotek na temat Larry'ego. Powiem wam co zrobicie. Zero wspólnych zdjęć. Spojrzeń. Siedzenia koło siebie. Drobnych gestów.
- Jedynym słowem zero przyjaźni?- zapytał zdołowany Louis.
- Dokładnie. Ważniejsza jest wasza kariera.- oznajmił stanowczo.
- Przecież nie możesz zabronić nam przyjaźni.- postawił się Harry, a w jego głosie wyczuć można było złość.
- Właśnie to robię.- burknął ojciec. Milczałam, choć bardzo chciałam mu się odgryźć.- Ale żeby było wam łatwiej, to mam dla was pomoc. Jeden z was będzie chodził z Emmą. Kto chętny?
Poczerwieniałam ze złości.
- Możesz przestać robić ze mnie nagrodę do licytacji!- warknęłam.
- Emma, umawialiśmy się.- oznajmił ostro.- Zero takich. Pamiętaj, że mimo, iż jesteś moją córką, to pracujesz teraz dla mnie.
Chłopcy puścili mi tylko współczujące spojrzenie, gdy odebrało mi mowę i opadłam na fotel.
- Wiesz, ja chyba nie umiem tak kłamać, więc.....- zaczął zakłopotany Harry patrząc na mnie smutno.
- Może być moją "dziewczyną".- powiedział szybko Louis i spojrzał ze smutkiem w stronę przyjaciela.
- Świetnie, pogadajcie sobie. Jutro na wywiadzie ogłosisz, że jesteście razem i genialnie.
Wyszedł.  Zostałam sama. Zupełnie sama. Z dwójką nieznajomych, a jeden z nich był moim chłopakiem. 

Czułam wściekłość w stosunku do taty, a chłopaki chyba to widzieli, bo nie odzywali się do mnie. I dobrze. Mogę się uspokoić. Wstałam i podeszłam do stołu, aby nalać sobie wody.
- Więc jesteś Emma? - zapytał Louis.
- Nie da się ukryć - niegrzeczne mu odpowiedziałam.
Nastała chwila milczenia. Postanowiłam przeprosić ich za zachowanie swoje.
- Przepraszam, że was tak traktuję. To wszystko przez mojego ojca. Sami wiecie, jaki on jest.
Obaj popatrzyli na siebie ze zrozumieniem.
- Nic się nie stało. Znamy go prawie tak dobrze, jak ty, więc... - powiedział Harry.
- Więc, dobrze cię rozumiemy. - dokończył Louis.
Oni są tacy słodcy. Właściwie mogliby być razem. - pomyślałam.
Od tej chwili zaczęliśmy swobodnie rozmawiać o ich trasach koncertowych, wywiadach i występach w show. Ale chłopaków bardziej interesował mój świat, ten normalny, bez sławy i wszystkich ludzi z ochrony. Pytali o to, gdzie studiuję, jak długo, pytali jak wygląda jeden dzień na uczelni. Widać, że tęsknią za normalnością.
Po prawie całym dniu rozmowy byliśmy już dobrymi znajomymi. Nagle Harry'emu zadzwonił telefon.
- Przepraszam, Niall dzwoni.
Wstał i odszedł od stołu. Razem z Louis'em zamilkliśmy słuchając rozmowy.
- Tak... Zaraz... Dobra, dobra. Już wracamy. - rozłączył się. - Niestety chłopaki martwią się o nas... -
W tym momencie Louis strzelił Harry'emu spojrzenie "czyżby? " -... No dobra. Podejrzewają, że robimy coś... yyyyyy, jakby to powiedzieć... gejowskiego. - dokończył.
- Tak, późno jest, ja też już będę wracać do domu - powiedziałam, bo chociaż może tak późno nie było, ja musiałam zacząć robić pracę semestralną.
Wyszliśmy z sali i udaliśmy się w kierunku windy. Akurat jakaś jechała z góry i zatrzymała się na naszym piętrze. Wysiadł z niej wysoki mężczyzna i gruba kobieta. Weszliśmy do windy i zjechaliśmy na dół.
- To do zobaczenia jutro, Emma - pożegnał się Louis i uścisnął mnie.
- Tak, do zobaczenia.
- Jesteś naprawdę niesamowitą dziewczyną. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy - powiedział Harry i również zarzucił swoje ręce na moje ramiona, przytulając mnie.
- Też mam taką nadzieję.
Potem każdy rozszedł się w swoją stronę.
Kiedy taksówka pojechała pod mój dom, zapłaciłam i wsiadłam. Ruszyłam w jego stronę, z każdym krokiem przyśpieszając, bo na dworze zrobiło się jakoś chłodno. Otworzyłam drzwi i od razu poczułam, jak ciepłe powietrze zderza się z moim ciałem. Weszłam szybko i zamknęłam drzwi.
Teraz dopiero poczułam zapach pieczonego kurczaka. To specjał mojego taty. Robi go zawsze, gdy chce mi coś wynagrodzić. Jednak kurczak nie wynagradza długich nieobecności i wykorzystywania własnej córki. Dlatego postanowiłam zignorować tą przepyszną woń i znaleźć się jak najszybciej w swoim pokoju. Ale mój żołądek miał inne plany. Nagle poczułam straszny głód. Musiałam wejść do kuchni, aby coś przekąsić.
W pomieszczeniu zostałam tatę, który właśnie sprawdzał, czy skórka jest dość chrupiąca. Wyjął głowę z piekarnika, popatrzył na mnie, uśmiechnął się i zapytał z nutką sarkazmu:
- I jak tam po spotkaniu?
              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz